niedziela, 10 stycznia 2010

maraton kawowy

Noc z kawą (Millennium ma chyba nasączane kofeiną kartki, w każdym razie kładłam się spać o 4:30), poranek z kawą (to akurat nic dziwnego w moim przypadku), obiad z kawą (o tym poniżej), no a po obiedzie espresso (wiadomo), pisząc te słowa piję kawkę i dojadam poranne scones (o których  pisałam Tu), no a jak tylko Słodziak zaśnie...zasiądę do Millennium.
Jednym słowem... kawowy maraton, sztafeta, czy tam bieg piastów:)



Lubię mięsa w sosach i podobno nieźle mi wychodzą. Jedno jest ważne - trzeba mieć do nich cierpliwość i nie traktować jak fast foodu. Dobre mięso trzeba długo dusić, ma puścić soki, być miękkie, kruche, soczyste.
Najlepiej marynować dzień wcześniej, dusić od samego rana, często podlewać gorąca wodą.
Poniższy przepis powstał w momencie krytycznym. Byłam pewna, że mam jeszcze sos pieczeniowy instant i dodam go w ostatniej chwili. Okazało się, że go jednak nie ma. Chwilę myślałam nad czymś co da mu pożądany ciemny kolor i lekko go zagęści. Wtedy wpadłam na pomysł: dodam śliwki suszone i ... kawę.
Od tamtej pory nie kupiłam sosu w proszku.


schab w sosie kawowym
/przepis autorski/

6-7 kotletów schabowych (lub z karkówki)
1 czerwona cebula
garść suszonych śliwek
1 espresso
1 łyżeczka mąki
oliwa
przyprawy ulubione

Dzień wcześniej lub z samego rana staram się zamarynować mięso - solę, pieprzę, majerankuję, papryczę i polewam 2 łyżkami oliwy. Wkładam do lodówki.
Na rozgrzanym tłuszczu podsmażam mięso z obu stron, ma być złociste, pięknie przyrumienione.
Podlewam szklanką gorącej wody (lub delikatnego bulionu), zmniejszam gaz, przykrywam i duszę.
Lubię mięsa bardzo kruche więc duszę przynajmniej 2 godziny, często obracając i podlewając.
Następnie dodaję śliwki i cebulę pokrojoną w krążki. Duszę następne 30 minut.
Po tym czasie wyjmuję mięso i doprawiam sos szklaneczką espresso, odrobiną mąki zmieszanej z oliwą i jeśli trzeba - przyprawami.
Gotowe.




Podaję z kaszą gryczaną, kluseczkami lub ziemniakami.
Do tego kapusta modra albo buraczki.,
Pikle lub korniszony.
Piwo albo czerwone wino.
A najlepiej wszystko naraz:)

Smacznego!

6 komentarzy:

Agata pisze...

Gratuluję kawowej inwencji!:)

zemfiroczka pisze...

Super przepis! Maratonik też niczego sobie :)

Zmiany widzę? ;)

paulaso pisze...

Dzięki dziewczyny!

A zmiany... tak, tak.
Tamto za bardzo mi się rozłaziło a zdjęcia robiły co chciały:)
Teraz bardziej to wszystko ogarniam.
Poza tym... ja tak już mam - kolor ścian w domu chce mi się przemalowywać mniej więcej co 4 miesiące:)
Pozdrawiam.
P.

Anonimowy pisze...

No popatrz, a ja głupi nawet się nie zorientowałem, że to na kawie jest ten sos. Teraz już wiesz czemu my ze Słodziakiem spać potem nie możemy:)
Mięsko oczywiście wyborne, przepis polecam każdej gospodyni!

Co do ścian i kolorów, potwierdzam:) (jako wykonawca i główny inwestor)

Wojciu

paulaso pisze...

Szowinistyczny ten wpis!
Poleca tylko "gospodyniom", wypomina inwestycje...
I pomyśleć, że to mój własny mąż!!

;)

Mich pisze...

hahaha... w głos. Jeśli nie wypomniałabyś wypowiedzi własnemu mężowi, ja bym mu wypomniał:) Ale się uśmiałem.

Przepis ciekawy, kawy z mięsem chyba jeszcze nie łączyłem. Millenium boję się brać do ręki bo już od kilku osób słyszałem, że raz wzięte odkleić się nie chce.